wiano.eu
YouTubeFacebook

2010-06-17 Wyplatanie koszyka

Takich koszyczków jak moje prawie nikt nie robi – opowiada o swojej pracy plecionkarz 77 letni Konstanty Krystian. Te kształty same mi się jakoś układają:  jakoś sam z siebie wiem, gdzie korzeń wygiąć, ile razy paskiem obejść dokoła. Chętnie dzieli się doświadczeniami.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Największy problem to mam z pozyskaniem korzenia - mówi. Samemu do lasu trzeba iść, sosenek poszukać. Trzeba wiedzieć spod której sosny je wyciągać, by nie były za grube.

 

Najlepiej spod drzewek w wieku do 15 lat – zdradza. A jak sprawdzić, ile lat ma sosenka?  Trzeba policzyć przerwy na gałązce – od przyrostu do przyrostu. Każda przerwa to jeden rok. Ile tych przerw – tyle lat ma sosenka.

 

Wyciąganie korzeni to ciężka robota - przestrzega. A i żywicą się człowiek ubrechta. Dwa tygodnie potem spodnie się skrobie. Dobrze jest szukać drzewek na ugorach, na piachach – lżej się korzenie wyciąga. Taki - to i 15 metrów może być długi.

 

Aby zrobić jeden koszyczek, dzień trzeba zbierać korzenie, potem trzeba je jeszcze ukorować.  Przygotowanie materiału do wyplatania to najtrudniejsza robota.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnie korzeń rozrzyna się na kilka pasków – opowiada pan Konstanty. Potem skręca się je w kłębek. I  tak pozwijane paski korzeni przechowuje się tygodniami dopóty, dopóki będą potrzebne.

Do wyplatania koszyka trzeba korzenie namoczyć, aby były giętkie. Wkładamy kłębki do wody mniej więcej na godzinę – to te nieco grubsze. Wykorzystujemy je do zrobienia osnowy. Na stykach trzeba paski dopasować, nacinając końce nożykiem. Cieńsze paski służą do przeplatania. Moczymy je trochę krócej i od razu wyplatamy. Dociskamy paski ściśle do siebie.

 

- Powstaje taki mocny splot, że diabeł tego nie rozerwie – chwali swoją robotę Konstanty Krystian. Nawet 50 lat może nam taki koszyk służyć. Tylko kolor zmieni – nieco ściemnieje. A jak taki koszyk potrzymamy w wodzie kilka godzin to .... „woda z niego nie pójdzie”, bo  korzenie namiękną i wypełnią szpary.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Okropnie dużo cierpliwości trzeba mieć, aby taki koszyczek upleść. Dwa dni - od rana do wieczora – pan Konstanty nad robotą ślęczy, aby zrobić to cudeńko. I musi nad tą pracą się skupić. Każdy, kto się kręci obok, w robocie przeszkadza, więc pan Konstanty siedzi sobie samotnie w szopie i tak w ciszy swoje koszyczki wyplata.

 

Konstanty Krystian talent i zainteresowanie do wyplatania odziedziczył po ojcu. Już jako dziecko chętnie przyglądał się jego pracy. Ojciec też robił z korzenia sosny, ale głównie koszyki do kartofli.

 

- Kiedy dzieci się pożeniły, gospodarkę im oddałem, to wtedy dopiero wziąłem się za wyplatanie. 18 lat temu to było. Tak z nudów wyplatałem. W pierwszą zimę robiłem koszyczki dla wnuków.  A jak już ich potrzeby zaspokoiłem, to zacząłem dla innych: to dla muzeum w Ostrołęce (bo dowiedzieli się, że wyplatam), to dla Zagrody w Kadzidle, to na targi twórców ludowych.

 

Pięć lat temu pan Konstanty wyjechał do Szwecji. Na imprezach folklorystycznych demonstrował wyplatanie koszyków. – Dla Szwedów ta moja robota ciekawa była. Oj, żeby coś takiego zrobić, to trzeba fachowca – mówili. I patrzyli na moje koszyczki z uznaniem. Za swój wyrób chciałem 200 koron. Ale jak który miał, to dawał więcej. Nawet 500 koron. Broń Boże bym wydawał im reszty. Tak z uznania dla mojej pracy mi dawali.

 

Młodzi nie garną się do wyplatania. Tylko jeden wnuczek podpatrywał robotę pana Konstantego. Przyglądał się, aż wreszcie zaczął coś tam sobie dłubać. – Jakby poćwiczył, to może i lepiej by zrobił niż ja – ocenia pracę wnuka. Ale zawód ten umiera, bo i zarobków nie ma, i zainteresowania.

 

Tekst i zdjęcia Dorota Skrobisz - wydawca portalu

 

http://wiano.eu/wyroby-z-korzenia

MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl