wiano.eu
YouTubeFacebook

2010-01-13 Frelki w galotach

W Pszczynie frelki z miejscowego Zespołu Pieśni i Tańca rozblekły się z jakli i kiecek i zapozowały do kalendarza w galotach i lajbikach
Na zdjęciach wykonanych w pszczyńskim skansenie 10 dziewcząt w tradycyjnych, choć nieco niekompletnych, strojach ludowych zajmuje się pracami gospodarskimi.

 

Niby nic, ale patrząc na ubijającą masło Elę Spyrę (lipiec) czy szorującą werandę Anię Górę-Wojtyłę (marzec), niejeden mężczyzna poczuje zawroty głowy.

 

Jolanta Cempura, kierowniczka zespołu, a na co dzień urzędniczka w policji, na kwietniowej karcie siedzi w metalowej balii, owinięta w kawałek białego płótna. Przyznaje, że na pomysł wydania kalendarza wpadł jej mąż Grzegorz, wiceprezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Pszczyńskiej, w ramach którego zespół działa. - W tym roku zespół Pszczyna obchodzi 50-lecie istnienia, a stroje niektórych jego tancerzy mają dokładnie tyle samo lat!

 

Zastanawialiśmy się, jak zarobić na nowe i wtedy Grzegorz rzucił półżartem: "No, chyba ty i reszta dziewczyn musiałybyście się rozebrać!". Pomyślałam: "A właściwie, czemu nie?" - wspomina Jola.

Pomysłem podzieliła się z koleżankami. Podchwyciły go i nie było nawet mowy, żeby któraś próbowała się wyłamać. Nawet Katarzyna Janik (listopad), która podczas sesji była w siódmym miesiącu ciąży, nie próbowała szukać wymówek. - Jesteśmy zespołem przyjaciół, wyznajemy zasadę, że jeśli coś robić, to razem - mówi Kasia, która ze względu na swój stan, a także zawód (jest nauczycielką muzyki w podstawówce), zdjęła tylko jaklę.


Prawa protestu nie mieli mężowie i narzeczeni, bo niemal wszyscy śpiewają i tańczą w Pszczynie, a dochód z kalendarza miał zostać przeznaczony właśnie na ich stroje (na garderobę dziewcząt zespół zarobił dwa lata temu, organizując biesiady i kuligi). - Początkowo byłem trochę zazdrosny, choć kryłem się z tym przed żoną. Ale teraz to już tylko duma mnie rozpiera - wyjawia Piotr Buchta, mąż Barbary, pracownicy banku i "Dziewczyny maja", która wieszając pranie, kusząco wychyla spod zopaski zgrabną nogę.


Prace nad kalendarzem potoczyły się w błyskawicznym tempie, bo pomysł zrodził się w październiku, a przecież trzeba było zdążyć przed Nowym Rokiem. Najpierw dziewczyny rozważały tradycyjne akty, w seksownej bieliźnie i z szalami z piór. - To nie miałoby jednak nic wspólnego z naszą pasją, którą jest śląska kultura ludowa - wyjaśnia Ania, właścicielka firmy zajmującej się aranżacją wnętrz i grafiką, która wymyśliła scenariusz sesji (to właśnie ona szoruje werandę).

 

Przyznaje, że sama nie wstydziła się nic a nic, bo studiując wychowanie plastyczne na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie, podczas zajęć pozowała w kostiumie kąpielowym swoim kolegom.

Początkowo Ania myślała, by plenerem sesji były pszczyńskie stajnie książęce, ale ostatecznie wybór padł na miejscowy skansen. - Chciałyśmy zostać sfotografowane przy tradycyjnych pracach gospodarskich, skansen bardziej się więc nadawał - wyjaśnia Ela, aplikantka w kancelarii radcowskiej.

 

W pierwszą niedzielę po Wszystkich Świętych dziewczyny spotkały się więc właśnie tutaj. Z uroczystego obiadu rodzinnego urwała się nawet Bożena Nikiel z maleńkim synkiem, który właśnie tego dnia był chrzczony. Na styczniowej fotografii karmi go piersią, wcielając się w matkę ledwie narodzonego nowego roczku.

 

Na początku sesji pojawił się problem. Okazało się, że przygotowanego wcześniej szczegółowego planu nie uda się zrealizować, bo w chałupach jest zbyt ciemno na robienie zdjęć. - Trzeba było przenieść się na dwór, gdzie panował okropny chłód. Pozowałyśmy boso, więc wiele dziewczyn przypłaciło to przeziębieniem. Odpadło nam także wiele fajnych pomysłów: wyrabianie ciasta, gotowanie, leżenie w łóżku w pierzynach. Trzeba było iść na żywioł i wymyślić coś na poczekaniu - wyjaśnia Katarzyna Rajcza (czerwiec), pracująca w laboratorium specjalistka od marketingu, która kusi ramieniem, przygotowując do porannej toalety dzbanek z wodą.

 

Na dworze udało się zrobić pranie na tarze, którym zajęła się Sylwia Sojka, niepracująca mama czteroletniego Kuby. Sesja była jej pożegnaniem z zespołem, bo kilka tygodni później wyprowadziła się do Krakowa. Na koniec jednak zasłużyła się bardzo, zapobiegliwie przywożąc jabłka i kapustę, którą do kiszenia udeptała Beata Cieszewska, nauczycielka ze szkoły specjalnej. - Uwielbiam scenę z filmu "Spacer w chmurach", w której bohaterki depczą winogrona na wino - Beata wyjawia, dlaczego na ochotniczkę zgłosiła się właśnie do tej czynności.

 

Nie mogło zabraknąć zamykającego kalendarz wspólnego darcia pierza, przy którym wszystkie dziewczyny sfotografowały się z 71-letnim Aleksandrem Spyrą, założycielem zespołu. Swoją poduszkę poświęciła w tym celu Justyna Kitel, pracownica biurowa w prywatnej firmie, na lutowym zdjęciu pozująca z miotłą.

 

Kalendarz, który z założenia miał być wydawnictwem ekskluzywnym i ukazał się zaledwie w nakładzie stu egzemplarzy, po 100 zł każdy, rozszedł się już niemal w całym nakładzie (kilkanaście kalendarzy można jeszcze kupić w siedzibie Towarzystwa Miłośników Ziemi Pszczyńskiej w Muzeum Prasy przy ul. Piastowskiej 26).

 

Dochód ze sprzedaży co do grosza zostanie przeznaczony na stroje dla męskiej części zespołu, bo za wydanie kalendarza zapłacili reklamujący się na jego kartach sponsorzy. Dziewczyny odgrażają się jednak, że dla swoich kolegów więcej rozbierać się nie będą. - My zarabiamy teraz na ich stroje, ale liczymy, że się zrewanżują i zaprezentują swoje wdzięki w kalendarzu na rok 2011 - mówią.

 

Piotr Buchta w imieniu brzydszej części zespołu deklaruje, że on i koledzy wolą jednak podziwiać wdzięki swoich pań, niż samym dać się podglądać. - Ale jak będzie trzeba, to kto wie? Dziewczyny dały nam przykład odwagi i solidarności z zespołem. Może i my zdecydujemy się na małe szaleństwo? - nie wyklucza Piotr.
/zobacz zdjęcia na katowice.gazeta.pl/

MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl