wiano.eu
YouTubeFacebook

2011-03-07 Zabawy ostatkowe

Jak pożegnać ostatni dzień karnawału, zwany kusym lub zapustnym wtorkiem? Może starym polskim zwyczajem  - tańcząc i bawiąc się do upadłego, urozmaicając jednocześnie ten dzień - ludowymi obrzędami zapustnymi. I oczywiście podkurkiem – dania podawanego po północy, a więc już w środę popielcową.

 

Popielcowe kazanie


Stary polski obyczaj nakazywał pożegnać zapustny wtorek „popielcowym kazaniem”. Kiedy jeszcze wszyscy się bawili, posilali mięsopustnym jadłem, jeden z biesiadników przebierał się za księdza.

 

Zamiast komży miał koszulę, za stułę służył pas przewieszony na szyi. Stawał na przykrytym dywanem stołku niby na ambonie. I wygłaszał kazanie – pełne dowcipnych tekstów i aluzji kierowanych pod adresem zebranych, anegdotek i sentencji zaskakujących głupotą. O wszystkim można było mówić, ale nie wolno było obrażać uczuć religijnych i pozwalać sobie na osobiste złośliwości wobec gości.


Wygłaszano też kazania na „zadany temat” . Każde powinno trwać co najmniej pół godziny, być zbiorem dowcipnych i wesołych paradoksów, bez związku logicznego czyli inaczej mówiąc – bez składu bez ładu.

 

Orator powinien wykazać się erudycją, wielką znajomością postaci z dziejów starożytnych i nowożytnych i wygłaszać je płynnie, bez zacinania się i powtarzania. 

 

Zabawa mężatek - Na wysoki len!


Było też w zwyczaju, że tego dnia zamężne kobiety zbierały się w karczmie i brały je we władanie. Takie zachowanie statecznych już kobiet było tolerowane tylko w tym jednym dniu. 

 

Zajmowały oddzielny stół, zamawiały wódkę i zakąskę. Przynosiły też z domu placki, pierogi, śledzie opiekane w mące. Mężczyźni siedzieli w innym kącie karczmy. Kobiety śmiały się, żartowały sobie z nich. Nie dopuszczały ich do swojej biesiady.


Rozbawione kobiety wbiegały na środek karczmy, tańczyły, wykrzykując życzenia dotyczące urodzaju lnu i konopi czyli zapewnienia sobie dostatku (odzieży, sznurów, oleju).


W tym dniu nikt się nie dziwił swobodnym zachowaniem kobiet w karczmie.


W niektórych regionach Polski (np. opoczyńskie) obecni w karczmie stateczni mężczyźni włączali się do zabawy. Kończyli ostatkową zabawę, podrzucając swoje czapki pod sufit, krzycząc:  Na wysoki len! Włączali się w taniec obrzędowy zwane konopnymi.


Zachęcano się wzajemnie do tańca wołając:

 

Stara babo, stary chłopie, hulaj dzisiaj na konopie!

 

Zabawa dziewcząt - Podkoziołek i jarmark dziew

 

Ale w kusy wtorek swoje ludowe obrzędy mieli  też chłopcy i dziewczęta.  

 

Na Kujawach i w Wielkopolsce, dziewczyny, które nie wydały się podczas karnawału, brały udział w zabawie zwanej podkoziołkiem.

 

Foto: Archiwum Zespołu Tańca ludowego "Poznań"  

Podkoziołek w repertuarze zespołu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zbierały się w karczmie. Ustawiały na beczce z piwem talerz. Stała tam też drewniana figurka wyobrażająca chłopca lub kozła (symbol męskości i płodności). Tańcząc, rzucały pieniądze na talerz  w intencji swego przyszłego, szybkiego zamążpójścia.


Na ziemi opoczyńskiej w karczmie organizowano też przetarg dziewcząt lub inaczej jarmark dziew. Stoły stawiano pod ściany, a na środku żłób z sianem, drabinę, pień lub beczkę jako podest dla handlarza. 

 

Foto: Archiwum Zespołu Tańca ludowego "Poznań"  

Jarmark dziew w repertuarze zespołu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kawalerowie odgrywali rolę nabywców, wybierali spośród siebie handlarza i pośrednika – faktora, który otwierał jarmark słowami:

 

Mości panowie,

będzie jarmark w Gieleniowie!

Wybór wielki.

Okup na dziouchy składajcie do mnie!


Jarmark przypominał targ bydła. Dziewczęta chodziły po izbie, aby można było im się przyjrzeć. Podchodziły do żłobu, brały w ręce siano. Zebrani wychwalali ich zalety, ale też wady jakby mówili o jałówkach (np. jest zdrowa, dobrze wypasiona, ma wąskie biodra itd.).


Dziewczęta, które miały już swojego chłopaka, szybko znajdowały kupców.  Narzeczony kupował dziewczynę bez targów, składając stosowną zapłatę do naczynia ustawionego przy żłóbku. Przybijał transakcję ręką i prowadził dziewczynę do stołu, gdzie czekała już opłacona przez niego wódka i zakąska oraz małe pasemko siana – znak dobitego targu.


Dziewczęta, które nie znalazły partnera, jeszcze długo chodziły po środku karczmy – niby na pastwisku, narażając się na złośliwości. W końcu wypędzano je z karczmy.


Dzisiaj można nieco zmodyfikować zabawę, żeby nie dyskryminować panien. Jeśli chłopak nie wybierze żadnej dziewczyny, wypędzany jest także z karczmy. A zatem – jeśli chce pozostać – musi wybrać dla siebie „narzeczoną”, choćby na tę jedną noc. 


Po północy - podkurek

 

Post witano słowami:

 

Któż się tam na przypiecku krząta?
Wstępna Środa żurowi uprząta.
Wstępna środa następuje,
Pani matka żur gotuje.


Gdy wybiła godzina 24.00 czyli czas przejścia od zapustów do postu, gospodyni domu wchodziła do jadalni z półmiskiem przykrytym pokrywą. Gdy gospodarz podnosił pokrywę, wylatywał spod niej ptak – najczęściej wróbel - symbolizujący koniec spożywania mięsa.  

 

Na półmisku zostawały: śledzie, jajka i kubek mleka  - główne potrawy maślanej kolacji zwanej podkurkiem (bo była spożywana przed pierwszym pianiem koguta).

 

Podkurkowa uczta rozpoczynała post. Wszyscy goście musieli zjeść śledzia i jako, popić je mlekiem – byłoby wielką nieprzyzwoitością ominięcie którejś z potraw.


Mleko służyło też do wróżb. Brano na łyżkę trochę mleka i chlapano na sufit – z kształtu plam odczytywano przyszłość. Dzisiaj nie polecamy oblewania sufitu mlekiem, jeśli nie chcemy, by gospodarze uczynili z nas persona non-grata. Ale zamiast sufitu, można oblewać mlekiem np. ustawioną gdzieś pod ścianą tablicę. 

MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl