wiano.eu
YouTubeFacebook

2010-06-24 Wyplatanie z drutu

Unikatową wystawę można obejrzeć w galerii w Żylinie (Žilina) na Słowacji), poświęconą tradycji.... druciarskiej. Takiego zbioru wyrobów z drutu nie znajdziemy w żadnym innym miejscu na świecie.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dlaczego tu? Bo stąd wywodzili się druciarze, którzy tworzyli swe precyzyjnie wyplatane dzieła na całym świecie.  Zaczęło się od… próby związania końca z końcem. Ludzie zasiedlający tutejsze górskie okolice, dość jałowe doliny potoków znajdujących ujście w rzece Wag (Váh), musieli poszukać zajęcia, które przyniosłoby dodatkowy zarobek.

 

Pierwszymi druciarzami byli  chłopi. Tyle że rzemiosło ludowe zwykło wykorzystywać surowiec będący na miejscu, pod ręką – opowiada Katarína Hallonová, autorka historycznej części ekspozycji. – W naszym regionie stało się inaczej. Chłopi zaczęli wykorzystywać surowiec zupełnie obcy, produkowany jednak masowo na nieodległym przecież Śląsku. Najpierw sezonowo, gdy nie było prac polowych, łączyli drut z ceramiką ulepszając w ten sposób funkcjonalność naczyń. Potem zaczęli produkować druciane przedmioty: łapki na myszy, kagańce dla bydła, koszyki, przykrywki na kominy, kratki do suszenia grzybów, siatki do okien, sita, czerpaki, podkładki pod gorące garnki – opowiada pani historyk.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z doliny Wagu druciarze rozeszli się po całej Europie w XIX wieku.

 

 Najpierw na Węgry, potem dalej, do innych krajów. Słowackich rzemieślników nie było tylko we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii. Poza tym trafili wszędzie. Zaczęli ekspansję jako wędrowni rzemieślnicy, wkrótce jednak pozakładali stałe warsztaty.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Także na terenie dzisiejszej Polski było ich  kilkadziesiąt, między innymi w Łodzi, Kaliszu, Płocku, Częstochowie, Wrocławiu, nawet w Szczecinie. Warszawska manufaktura Josefa Holánika Bakeľa słynęła na przykład z wazonów, amfor i półmisków wykonanych z mosiężnego, ale pozłacanego lub posrebrzanego drutu. Największe druciarskie przedsiębiorstwo, zorganizowana przez Stefana Hunčika prawdziwa druciarska fabryka, zainstalowała się w Moskwie. Na początku ubiegłego wieku zatrudniała 400 osób, a w katalogu, wśród innych wyrobów, miała … aż 70 modeli drucianych klatek dla ptaków!

 


 

 

 

 

 

 

 

 

Druciarstwo zaczęło podupadać po I wojnie światowej – opowiada Katarína Hallonová. – Pozmieniały się granice, pozmieniały powiązania gospodarcze między regionami. Słowaccy przedsiębiorcy wrócili co prawda do kraju, próbowali rozpocząć działalność na nowo, ale ich produkty nie znajdowały już tak wielu nabywców.

 

Coraz mniej liczni druciarze znów stali się tylko wędrownymi rzemieślnikami. Po drugiej wojnie zawód podupadł zupełnie.

 

Druciarstwo pierwotnie było sztuką użytkową. Jednak w 1940 roku, kiedy tworzono Muzeum Poważskie i kompletowano pierwszą tematyczną ekspozycję, poproszono starych majstrów o wykonanie różnych przedmiotów. Wtedy powstały dzieła artystyczne: jest i druciarz z uczniem, smok, lisek… są też dawne przedmioty codziennego użytku.

 

Drugą część ekspozycji stanowią prace współczesnych druciarzy. – W latach 60. ubiegłego wieku, druciarstwem zainteresowali się bowiem artyści. Teraz na Słowacji działa ich 25, a szacuje się, że około stu osób zajmuje się tą dziedziną sztuki hobbystycznie – opowiada Katarína Hallonová.

Druciarstwo rozwinęło się na Słowacji w dwu regionach: na Górnym Poważu w okolicach Żyliny i na Zamagurzu Spiskim w okolicach Lubowli (Stará Ľubovňa).

To co widzimy na wystawie, to tylko niewielka część zbiorów muzeum regionalnego, które na stałe ma siedzibę w Zamku Budatin (Budatínsky zámok) na północnych obrzeżach Żyliny. Teraz zamek jest w remoncie.

 

Tekst i foto Anna Ochremiak - www.krajoznawcy.info.pl

MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl