wiano.eu
YouTubeFacebook

2010-11-27 Pieczywo obrzędowe

Chrzest, ślub i pogrzeb – w czasie tych uroczystości rodzinnych nie mogło zabraknąć chleba. Małym chlebkiem obdarowywano matkę i położną, korowajem – weselników, po zgonie członka rodziny wypiekano specjalne kołacze.


Chrzest


Chleb odgrywał ogromną rolę w obrzędach narodzinowych. Ochraniał dziecko i jego matkę, osoby uczestniczące w porodzie, przywracał ich wszystkich do świata żywych, do świata uporządkowanego i znanego. Był symbolem płodności, pomyślności – darowany narodzonemu dziecku miał zapewnić bogactwo i szczęście.

 

Dawniej wierzono, że noworodek przybywa z zaświatów - z tego samego miejsca, w którym przebywały dusze zmarłych przodków. Zarówno matka jak i osoby uczestniczące w porodzie były narażone na kontakt z mocami nadnaturalnymi.

 

Natychmiast po porodzie pieczono mały bochenek chleba, który był podziękowaniem dla istot zaświatowych za opiekę nad rodzącą. Chlebem obdarowywano również położną i osoby uczestniczące w narodzinach dziecka, także kobietę niosąca dziecko do chrztu, księdza czy popa. Pieczywo wypieczone w specjalny magiczny sposób zamykało korytarz łączący świat ludzki i zaświaty, a otwierający się wraz z porodem.

 

Pozostawienie chleba na piecu, służącym do jego wypieku, a będącym łącznikiem owych dwóch wymiarów, uniemożliwiało złym mocom ingerencje w naszą przestrzeń.

 

Chleb spożywano również podczas tzw. „uczty babskiej”. Dzielono się wówczas pieczywem przyniesionym przez matkę nowo narodzonego dziecka, a spożywanie go było rodzajem „komunii” – magiczna moc tego specjalnego pokarmu przywracała kobiety do „normalności”, zamykając okres obcowania z zaświatami skąd przybyło dziecko.


 

Ślub

 

W kulturze ludowej bez chleba nie mogły się odbyć swaty, ślub i wesele. Swoistym przypieczętowaniem kojarzenia par była wymiana chlebów. Kawaler wraz ze swoim swatem przyjeżdżał do domu panny młodej i wymieniał się z jej swatami wypieczonym specjalnie na tę okazję bochnem.

 

Bywało, że młodzi potajemnie wymieniali się kawałkami owego pieczywa – jednakże zawsze ostateczna decyzja o zawarciu małżeństwa należała do rodziców.

 

Po szczęśliwym zeswataniu dawano na zapowiedzi. W rodzinnym domu panny młodej byłu urządzane zaręczyny. Główną rolę odgrywał ów chleb wymieniony przez swatów: młodzi kładli ręce na bochnach, starosta, przewiązawszy im ręce chustą, udzielał błogosławieństwa. Następnie dzielono chleb i rozdawano wszystkim obecnym.

 

Chleb był gwarantem - pieczęcią miłości i dostatku przyszłej rodziny.

 

Główną rolę ceremonii zaślubin odgrywał chleb pod postacią tzw. korowaja lub kołacza weselnego. W pieczywie tym, jak i procesie jego przygotowania, nic nie było przypadkowe ani pospolite.

 

Fot. Archiwum Centrum Wystawienniczo-Regionalnego w Tczewie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przeznaczano nań mąkę najlepszego dostępnego gatunku, wodę na ciasto czerpano o wschodzie słońca ze specjalnych, magicznych strumyków. Piec go wolno było tylko jeden raz, więc musiał się od razu udać (nie przysługiwał, także wdowom i wdowcom).

 

Przygotowywano go w wieczór bezpośrednio poprzedzający ślub, zajmować się tym - i przybywać w izbie gdzie ów korowaj pieczono - mogły tylko i wyłącznie kobiety zwane korowajnicami. Kiedy ciasto już wyrosło przystępowano do formowania wypieku. Z reguły korowaj był okazałym bochnem chlebowym, najważniejsze były w nim jednak zdobienia.

 

 

 

Umieszczano na nim mnóstwo figurek - zrobionych rzecz jasna z ciasta chlebowego – ptaków, zwierząt a nawet słońce czy księżyc. W jego środek wtykano gałązki, liście trzcin, żywe kwiaty, a nawet przystrojone kolorowym papierem świerczki. Wsadzanie korowaja do pieca było osobnym skomplikowanym, także ze względu na jego wielkość, rytuałem.

 

Należało uważać, aby nie strącić którejkolwiek z ozdób oraz nie połamać pieczywa – przyniosłoby to pecha młodej parze a nawet śmierć któregoś z małżonków. Podczas pieczenia, korowajnice tańczyły wokół pieca skacząc i klaszcząc w dłonie – miało to zapewnić udany wypiek.

 

Wreszcie nadchodził czas, gdy korowaj był gotowy. Wówczas wyjmowano go ostrożnie z pieca, kładziono na wieku od dzieży do wyrabiania ciasta i wynoszono do komory. Razem z korowajem wypiekano również mniejsze pieczywo: „szyszki”, „gąski”, „kokoszki”, „kogutki” – przeznaczone były jako dary dla gości, korowajnic czasem służyły do obsypywania panny  młodej co miało oznaczać zapewnienie jej dostatku i płodności.

 

Warto zwrócić uwagę na owe osobliwe ozdoby kołacza weselnego. Wszelkie podobizny czy to ptaków, czy zwierząt oraz ciał niebieskich, związane były z płodnościową symboliką chleba. Należą one do bardzo starych symboli odzwierciedlających siły męskie i żeńskie. Tkwiące w jednym czasie i jednej przestrzeni, zapewnić miały dostatek, szczęście, pomyślność, zdrowie.

 

Natomiast gałązki i kwiaty umieszczane na środku bochna symbolizowały tzw. drzewo życia. Symbol ten był żywym odbiciem tradycji pogańskiej, jakże głęboko zakorzenionej w schrystianizowanym już od dawna społeczeństwie. Drzewo to łączyło świat ludzki z duchowym, było jakby centralnym filarem świata. Zatknięte w korowaj wprowadzało uroczystości weselne w duchowy, niemal mistyczny wymiar.

 

Chleb wykorzystywany był, także podczas tzw. rozplecin – pannę młodą, ubraną w kompletny strój ślubny, sadowiono na dzieży, pod którą leżało pieczywo, by rozpleść jej warkocz. Wówczas nadchodził czas wyjścia pary młodej do kościoła - tu także używano bochna chlebowego, którym żegnano młodych i przy jego pomocy im błogosławiono.

 

Przed wejściem do świątyni dzielono się kromkami, natomiast po nabożeństwie –  kiedy wracano do domu panny młodej – rodzice witali nowożeńców dzierżąc w dłoniach chleb. Podczas przemarszu orszaku weselnego odbywały się obrzędy (wykorzystujące pieczywo) mające przynieść dostatek i bogactwo młodym.

 

W domu panny młodej, następowało dzielenie weselnego korowaja. Ustrojony bochen wnoszono do izby śpiewając i tańcząc. Jego podzielenie należało do obowiązków starosty weselnego. Czynność ta nie była łatwa i wymagała pewnej wprawy, bowiem każdy z uczestników musiał otrzymać kromkę kołacza.

 

Nie zapominano również o osobach nie zaproszonych na uroczystość – z nimi także, chodząc od domu do domu, dzielono się wypiekiem. Było to niezmiernie ważne i pieczołowicie kultywowane, nawet jeśli odbywało się tylko w formie symbolicznej.

 

Dzielenie się kołaczem weselnym, połączone było z przepijaniem wódki. Zwyczaj ten jest reminiscencją starego, być może przedchrześcijańskiego obrzędu. Bowiem dzielenie się  pieczywem oraz spożywanie środków odurzających - jak np. alkoholu – zaznaczało ponadludzki, kosmiczny wymiar zaślubin.

 

Chleb oraz dzieża do jego wyrobu towarzyszyły ostatnim etapom  wesela - kiedy obcinano włosy pannie młodej, co symbolizowało ostateczne przejście jej w stan mężatki.

                                                         

 
Pogrzeb


Chleb był obecny również w obrzędach pogrzebowych. Natychmiast po zgonie wypiekano specjalne kołaczekukiełki czy też podpłomyki. Pieczywo – w najróżniejszych postaciach, w różnych regionach – odgrywało zawsze tą samą rolę: przygotowywało duszę na ostateczną, pełną trudów drogę w zaświaty.

 

Zdarzało się, że wypiekano specjalne drabinki z ciasta chlebowego – stawiane na grobach miały dopomóc w dostaniu się duchowi zmarłego do nieba. Z chleba, jak i narzędzi służących do jego wypieku, można było wywróżyć również czyjś zgon. I tak niechybnym znakiem śmierci było zarówno pęknięcie dzieży, jak i samego bochna w trakcie jego pieczenia.

 

Pieczywo obecne było również podczas budowy trumny: na gotowej stawiano bochenek z zatkniętą w nim święcą, chleb był także częścią zapłaty za jej wykonanie. Wraz z nieboszczykiem do trumny składano mały kołacz. Zwyczaj ten, będący wprost odbiciem kultów pogańskich, był niezmiernie ważny: to dar dla dusz przodków przebywających już w zaświatach.

 

Fot. Archiwum Centrum Wystawienniczo-Regionalnego w Tczewie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dar ten jednak miał dwojakie zastosowanie – nie tylko zapewniał pomyślność w życiu wiecznym, ale także upraszał duchy wcześniej zmarłych o pomyślność dla żyjących członków rodziny. Chleb był więc łącznikiem między światem żywych i zmarłych, a sam nieboszczyk wykonywał swoistą „misję” zapewniającą pomyślność swojej rodziny w życiu doczesnym.

 

Po wyniesieniu z domu zwłok, kładziono na miejscu, gdzie niedawno jeszcze spoczywał zmarły, pieczywo. Czasem sypano również na to miejsce sól. Zabiegi te miały uniemożliwić zmarłemu powrót do wymiaru materialnego jak i ponownie dopomóc duszy w dostaniu się w zaświaty.

 

Chleb spożywany był na cmentarzu oraz podczas stypy – specjalnie na tę okazję wypiekane pieczywo miało jednoczyć żyjących z duchami przodków i ostatecznie „przypieczętować” pomyślną podróż zmarłego do ich krainy.

 

Wszystkie te zabiegi nie zwalniały jednak od troski o duszę nieboszczyka. Wierzono bowiem że przebywa ona jeszcze jakiś czas -  z reguły trzy dni – w świecie materialnym. Wymagało to dodatkowych ofiar i darów.

 

Najczęściej stawiano na oknie kawałek chleba wraz z kieliszkiem wódki, aby zmarły, pozostający w swoisty zawieszeniu pomiędzy życiem a śmiercią, miał się czym pożywić. Uczty na jego cześć urządzano kilka razy do roku – spożywając wtedy specjalne, obrzędowe pieczywo niejako zaznaczano etapy ostatniej drogi krewnego.

Kamila Gillmeister, Radosław Wiecki - Centrum Wystawienniczo – Regionalne Dolnej Wisły w Tczewie

 

Pieczywo obrzędowe świąteczne http://wiano.eu/article/696

MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl