wiano.eu
YouTubeFacebook

2014-04-28 Beskidzka Wielkanoc

Święta Wielkanocne są najważniejszym wydarzeniem w roku obrzędowym górali beskidzkich. To czas szczególny, w którym tradycja splata ze sobą rytm przyrody i życie duchowe. Żywiecki Park Etnograficzny przygotował wystawę, pokazującą dawne wielkanocne zwyczaje.

 

Czynna będzie jeszcze tylko do 30 kwietnia.

 

Fot. Archiwum muzeum

Obrazy święte przystrojone na Wielkanoc - fragment wystawy wielkanocnej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zwiedzający zobaczą tradycyjnie przystrojone wnętrz góralskich chałup. Pracownicy skansenu odpowiedzą m.in. o tym jak ewoluował wygląd tradycyjnej palmy wielkanocnej od tzw. bagniątka aż po wielobarwną palmę trzpieniowatą i do czego służyła ona gospodarzom po zakończeniu okresu wielkanocnego.

 

Zwiedzający dowiedzą się też dlaczego w Wielki Czwartek szczepiono drzewka w sadach, a w Wielki Piątek kąpano się o świcie w górskim potoku i niczego nie pożyczano.

 

Górale beskidzcy splatali palmy nie tylko z bazi, ale także z gałązek i ziół. Każda wieś miała swoje zwyczaje. Jedni układali je z cisu, jałowca, limby, leszczyny i jemioły, inni wkładali gałązki czereśni, barwinek polny, koputnik, jabłka, a nawet kawałek słoniny, którą smarowano ręce przed sadzeniem kapusty, aby uchronić ją przed szkodnikami. Palmy zdobiono kolorowymi bibułkami i wstążkami.

 

Fot. Archiwum muzeum

Palmy i baranki - wystawa w skansenie

 


 

 

 

 

 

 

 

 

W Niedzielę Palmową do kościoła palmy niosły kobiety i dziewczęta. Mężczyźni zatykali za kapelusz gałązkę cisu, aby uchronić się przed złem, kawalerowie – oczyszczający jałowiec.

 

W centralnej Polsce chłostano się wzajemnie palmą po powrocie z kościoła, tutaj robiono to przed kościołem pędami wierzbiny i jałowca.

 

Żywotne soki krzewów miały zasilić energią uderzanych i wypędzały z nich zimową ospałość. Uderzenie panny przez kawalera gałązką jałowca wyjętego zza kapelusza było oddaniem jej hołdu i obietnicą radości.

 

Tak jak w centralnej Polsce, tak też tutaj czynności uderzania towarzyszyły słowa Wierzba bije, nie ja biję, ale dopowiadano - Z tydzień – Wielki Dzień, Za sześć noc – Wielka – Noc.

 

Górale beskidzcy poświęconymi palmami głaskali każdą sztukę bydła. Miało to zapewnić lśniącą i piękną sierść.

 

Dzieciom dawano bazie do łykania, co miało je chronić przed chorobami gardła. Takie metody leczenia stosowano także w innych regionach Polski.

 

Dymem z gałązek palmowych okadzano chorych i odczyniano uroki. Okadzano też bydło, wychodzące wiosną na pierwszy wypas.

Zamiast zatykania palm na polach – jak to było w zwyczaju mazowieckim, górale żywieccy obchodzili pola z jałowcem. Jeden i drugi sposób miał uchronić uprawy przed żywiołami.

 

Był też zwyczaj rozpalania ognisk koło kościoła wieczorem przed rezurekcją. Palono gałązki tarniny, głogu, dzikiej róży. Popiół rozsypywano na polu przy pierwszej orce, by oczyścić ziemię. Opalano też złożone na krzyż drewienka leszczyny, które w drugi dzień świąt gospodarz zatykał na krańcach pola, także by chronić je od żywiołów. Krzyżyki przybijano też nad drzwiami domu. 

 

To nie jedyne przesądy, jakim poddawali się Górale beskidzcy. Na przykład w Wielki Piątek dzieci myto w źródlanej wodzie. Jeszcze mokre chłostano pędami wierzbiny, recytując jednocześnie „Boże rany, Boże rany”. To chłostanie nie było karaniem dzieci za wybryki, ale miało je uzdrowić i uchronić przed chorobami skórnymi.

 

Dziewczęta zawieszały na gałęziach starych drzew owocowych wydmuszki, aby zapewnić urodzaj owoców. Robiły też Judasza – słomianą kukłę na kiju, którą – podobnie jak Marzannę – niosły do rzeki i topiły. Tej czynności towarzyszyły okrzyki i śpiewy.

 

Fot. Archiwum muzeum

Stół wielkanocny - fragment wystawy w skansenie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W Wielki Piątek trzeba było uważać na czarownice. W tym dniu miały one bowiem zwyczaj odbierania krowom mleka. Aby uchronić krowy przed czarownicami, gospodynie brały garść sierści z własnej krowy i chowały j ą w oborze sąsiadów, natomiast sierść z krowy sąsiadki chowały w swojej oborze. Musiały być przy tym ostrożne, aby nikt nie zauważył tej czynności. 


Aby wykryć czarownice we wsi, górale podczas procesji rezurekcyjnej obchodzili kościół trzy razy, śpiewając pieśni nabożne. Która baba była we wsi czarownicą, ta nigdy nie obeszła świątyni dookoła, bo to jej się kierpc rozwiązał, a to chusta spadła. Wykrytą czarownicę wypędzano nawet ze wsi. 

 

Był też zwyczaj rozpalania ognisk koło kościoła wieczorem przed rezurekcją. Palono gałązki tarniny, głogu, dzikiej róży. Popiół rozsypywano na polu przy pierwszej orce, by oczyścić ziemię. Opalano też złożone na krzyż drewienka leszczyny, które w drugi dzień świąt gospodarz zatykał na krańcach pola, także by chronić je od żywiołów. Krzyżyki przybijano też nad drzwiami domu. 

 

Na wystawie można też zobaczyć, jak wyglądała góralska święconka.

 

Do wiklinowych koszyków gospodynie kładły barwione jajka jako symbol życia i płodności, miłości i siły. Wkładały też sól, która miała chronić przed zepsuciem, baranka ze słodkiego ciasta i chleb – owoc ciężkiej pracy, najważniejszy pokarm człowieka, również kiełbasę – symbol tego co najlepsze i szacunku dla wielkanocnego śniadania.

 

Podczas dzielenia się jajkiem należało dobrze myśleć o osobie, z którą się to jajko dzieliło. Górale beskidzcy wierzyli, że jeśli topić się będziemy i wspomnimy osobę, z którą się jajkiem wielkanocnym dzieliło, to woda nas nie weźmie.

 

Zobacz też:

Mazowiecka wielkanoc

Jastre na Kaszubach

Góralskie palmy

Kurpiowskie palmy

Podhalańskie palmy

Konkurs na palmę

Niedziela palmowa

Niedziela palmowa

 


 

MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl