wiano.eu
YouTubeFacebook

2016-04-01 Granie na trombicie

W skansenie w Chorzowie można było spróbować gry na trombicie. To taka drewniana trąba o długości od 1,5 do 4 m. Ten ludowy instrument na Podhalu jest nazywany trombitą, na Mazowszu – ligawką, na  Pomorzu – bazuną, a w krajach alpejskich – rogiem.

 

Fot. Archiwum muzeum i własne

1. Granie na trombicie - skansen w Chorzowie

2. Trombity - wystawa w Muzeum Etnograficznym w Krakowie


 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trombity prawdopodobnie wzięły swoją nazwę z języka rumuńskiego.  Można je spotkać dzisiaj w Beskidach i na Podhalu. Pierwsze wzmianki o tym instrumencie pojawiają się w dokumentach z XVIII wieku. Stąd wiadomo, że podczas otwarcia kościoła ewangelickiego w Wiśle zagrało aż 12 trombit.

 

Wydają one głęboki, niski dźwięk. Początkowo używano je do przekazania sygnału, konkretnej wiadomości. Z czasem zaczęto wygrywać na niej proste dźwięki, a nawet melodie. Około 1860 roku Eugeniusz Janota skomponował dwie melodie, grywane później na podhalańskich trombitach.


Etnografowie podają: aby wykonać porządną trombitę trzeba iść głęboko w las, wybrać wysokie i proste drzewo. Powinno rosnąć w cieniu, bo wtedy ma najbardziej rozwinięte słoje, które mają wpływ na jakość instrumentu. Ponoć drzewo nie powinno rosnąć w pobliżu potoku, bo wtedy trombita nie będzie grała tylko szumiała.

 

Od ścięcia drzewa do pierwszych dźwięków upływa kilkanaście miesięcy. Samo suszenie trwa rok. Drzewo trzeba podzielić na dwie części, następnie wydrążyć z niego to, co w środku. Potem trzeba skleić obie części żywicą, a następnie owinąć – dociskając te części - korzeniami drzew.


Oskar Kolberg, wybitny ludoznawca o ligawce pisał, że służy do nawoływania bydła. Nazwał ją fletem mazowieckich pasterzy. Z drzewa za pomocą toporka i cyganka wystrugana, zwykle z dwóch połówek dla łatwiejszego wewnątrz żłobienia złożona, na spojeniu pakiem zalana, chrapliwym głosem przeraźliwie razi uszy z bliska, z odległości zaś dochodząc uszu naszych, ton jej staje się pełny, gładki, posępny, chrapliwość niknie w przestrzeni.


Ta wiejska muzyka jest wieczorną modlitwą pasterzy, trwożącą drapieżnego zwierza, a polecająca Bogu straż i opiekę dobytku ubogiego wieśnaka.

 

 

Fot. Archiwum muzeum

Konkurs Gry na Instrumentach Pasterskich w Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu


 

 

 

 

 

 

 

 

 

Inny znany ludoznawca Zygmunt Gloger opisywał: Wielka drewniana trąba, instrument muzyczny wiejski, pod gołym niebem tylko używany. Ligawka długa jest na kilka stóp, czasem prosta, częściej nieco łukowata – w szerszym końcu kilka cali średnicy mająca, w węższym do ust zakończona krótkim lejkiem. Głos jej przenikliwy, podobny nieco do tonu oboja (instrumentu muzycznego) lub ostrzejszy i znacznie silniejszy.

 

Nazwa ligawka pochodzi od legania, czyli opierania jej (zwykle na płocie) podczas trąbienia. Właściwa bowiem ligawka 2 do 3 łokci długa, jest zbyt ciężką, aby grać na niej swobodnie bez oparcia.

 

Na Mazowszu i na Podlasiu w każdej wsi miewano po kilka ligawek. W lasach nawoływano niemi bydło, a przy domu grano codziennie cały adwent, dobywając uroczyste tony g, c, e, g, c, a, g, c, itd. dla przypomnienia Sądu Ostatecznego, do którego pobutkę zatrąbi światu Archanioł.

 

Głos ligawki w cichy i pogodny wieczór zimowy, podczas Adwentu, słyszeć można w odległości półmilowej.

 

 

 

Fot. Archiwum muzeum

Konkurs Gry na Instrumentach Pasterskich w Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podobnie pisał Kolberg: Ligawki duże oprócz dawania sygnałów pasterskich na bydło, ostrzegania przed dzikimi zwierzętami na całym Podlasiu służyły także do odtrąbienia Adwentu, były jakby symbolem trąby Archanioła, mające zwiastować światu rychłe przyjście Zbawiciela.

 

Podczas Adwentu lud wiejski co niedziela o godz.4-tej rano wchodzi do kościoła na roraty tak, że ledwie jedna osoba pozostaje w chacie na straży. Poprzez cały Adwent natomiast około godziny ósmej z wieczora wygrywają swe melodie parobcy na ligawkach wyrobionych z wierzbowego lub lipowego drzewa, rozłupanego a następnie wyżłobionego wewnątrz, wreszcie złożonego znów i oklejonego słomą.

 

Nabitą jest ona obrączkami drewnianymi i ma z końca węższego bączek do zadęcia, chcąc mieć odgłos jej donośnym i przyjemnym kładą ligawkę w krypie do pojenia bydła i zamrażają.

 

W czasie rorat przychodzą niektórzy z tymi ligawkami do kościoła i grają na nich podczas Podniesienia i przy Mszy Świętej.


Etnograf, działający w okresie międzywojennym, Stanisław Dworakowski podawał, że granie na ligawce uprawiali dawniej starsi chłopcy, nie wszyscy jednak. Zwykle było we wsi kilku zaledwie takich, którzy umieli jako tako zagrać, a paru, którzy grali dobrze.

 

Do gry na ligawce trzeba było mieć bowiem obok umiejętności, także mocne płuca, zdolne do długiego i silnego wydechu.

 

W przeciwnym razie zamiast czystych, pięknych dźwięków rozlegnie się tylko chrapliwe, zduszone bekanie nie utrzymane we właściwej tonacji pozbawione długiego (zawodzenie trwało 5-6 sekund, zależnie od grającego) smętnego zawodzenia, które zwykle kończy każdą strofę charakterystycznej melodii ligawkowej.

 

Na ligawkach grało się przez cały Adwent, co nazywało się odtrąbywaniem Adwentu. Najwłaściwszą porą do grania był wieczór. Można było słyszeć nie tylko mistrzów miejscowych, ale i okolicznych. Wieś wsi podawała melodię, która to wzbijała się ku niebu, to zapadała w głuche milczenie jesiennej nocy.


Ligawki były wykonywane z drewna osikowego, wierzbowego, sosnowego, świerkowego, brzozowego, lipowego, olchowego, klonowego, modrzewiowego, topolowego lub leszczynowego. Osiągały 120-180 cm.

 

Wykonywano je z ostruganych deszczułek lub częściej z wyżłobionych połówek konarów, spinanych 4-15 drewnianymi, wiklinowymi, korzennymi (sosna, jodła) lub łykowymi obręczami (witki, ryfki, tradymki, pałączki).

 

Zazwyczaj dobierano konar pozbawiony sęków, suszono go, okorywano i rozpoławiano wzdłuż. Następnie przy pomocy dłutka wybierano ze środka drewno pozostawiając cienkie ścianki.

 

Składano razem połówki nabijając obręcze. Instrument uszczelniano w środku smołą lub żywicą (obecnie klejem stolarskim), a od zewnątrz (głównie na Kurpiach) obwiązywano lnianym lub konopnym sznurkiem.

 

Dla łatwiejszego wydobycia dźwięku dodawano toczony lub strugany z twardego drewna (bez, dąb, grab, grusza, jałowiec, ale także ten sam materiał, jaki zastosowano na korpus ligawki), lub rogu ustnik, nazywany munsztukiem, stepnem, bączkiem lub lejkiem.


Do czasu II wojny światowej praktyka ligawkowa przetrwała na wsiach północnego Podlasia i południowo-wschodniego Mazowsza. Okupanci hitlerowscy zakazywali grania na ligawkach, a nawet posiadania ich.

 

Obawiali się przekazywania tajnych informacji przez ruch oporu. Była to jedna z przyczyn zaniku praktyki gry na ligawkach po wojnie. W końcu lat sześćdziesiątych był to wymierający zwyczaj.

 

Fot. Arciwum muzeum

1. Konkurs Gry na Instrumentach Pasterskich w Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

2. Nawet biskup zagrał na ligawce w kościele w Ciechanowcu


 

 

 

 

 

 

 

 

 

W 1974 r. Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu odrodziło granie na ligawkach, organizując konkurs, który z regionalnego przerodził się w ogólnopolski i coroczny Konkurs Gry na Instrumentach Pasterskich.

 

Przyjeżdżają beskidzcy, pienińscy, podhalańscy, a nawet huculscy górale trąbiący na trombitach. Przyjeżdżają też Kaszubi z okolic Kartuz grający na bazunach i rogach.


Trombity, ligawki i bazuny żartobliwie uważa się za pierwsze telefony komórkowe, bo to za ich pośrednictwem porozumiewano się na odległość. Nie bez przyczyny hitlerowcy zakazywali grania na tych instrumentach.

 

Jak grać na trombicie

 

 

Zobacz też:

Gra na ligawce

Granie na ligawce

Lira korbowa

Na lirze w Koźlikach

Gęśliki podhalańskie

Kaszubskie nuty

Taniec ludowy

Muzea i skanseny\chorzów\górnośląski park etnograficzny

 


MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl