wiano.eu
YouTubeFacebook

2016-03-18 Wielkanoc na Śląsku

Wspólne palenie marzanny, szukanie zająca wielkanocnego i nauka gry na trombicie na rezurekcje – to tylko niektóre z atrakcji przygotowanych przez Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie na imprezę zatytułowaną  „Wielkanoc na Śląsku”. 

 

Uczestnicy poznają zwyczaje wiosenne i wielkanocne. Impreza odbędzie się 20 marca.


Zainteresowani dowiedzą się jak wyglądają święta na Żywiecczyźnie oraz jakie znaczenie mają palmy wielkanocne. Zwiedzający będą mogli wziąć udział w warsztatach i pokazach kroszonkarskich, a także spróbować potraw wielkanocnych przygotowanych przez Koło Gospodyń Wiejskich oraz skansenowską karczmę.


Zwyczaje wiosenne na Śląsku


Topienie kukły - marzanny, ubranej za niewiastę to najstarszy i najbardziej interesujący zwyczaj, który przetrwał do dzisiaj. Drugi związany z marzanną obrzęd to gaik – gałązka choinki lub niedużego zielonego drzewka (sosny, jodły). Marzanna symbolizuje pożegnanie zimy, zaś gaik wita i wnosi w życie ludu wiosnę.

 

Fot. Archiwum muzeum

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Według najdawniejszych materiałów śląskich obrzęd marzanny polegał na wynoszeniu ze wsi i topieniu lub paleniu (tam gdzie nie było wody) kukły – marzanny przez grupę kobiet lub dziewcząt.

 

Marzanna była ubrana w strój kobiecy i osadzona na żerdzi.

 

Przebiegowi uroczystości towarzyszyły specjalne pieśni:


Wyniosłychmy marzaneckan (lub śietkan, śmierć) ze wsi,
Przyniosłychmy zielony gaj do wsi,
Nas gaicek z lasa jedzie,
Przyglądają mu się z Gosłowic ludzie,
Jedzieć on, jedzie, po lipowym moście,
Przyglądają mu się panowie i goście,
Do tego tu domy przystampujemy
Śceściał,zdrowiał winsujemy.

 

***

 

Warzyła żur marzanna,
Oparzyła kolana,
Warzyła go pod szopą.
Mieszała go pończochą,
Warzyła go pod wozem,
Mieszała go powrozem,
Warzyła go pod gruszką,

Mieszała go pietruszką,
Warzyła go pod śliwą,
Mieszała go pokrzywą.
Hej zielony mój,
Hej czerwony mój.

 

***

 

U (Jana) na końcu
Marzaneczka we wieńcu.
Dokądże ją nieśc mamy,
Gdyż dróżenki nie znamy?
Wynieście mię dzieweczki
Tu na te pagóreczki,
Potem wrzućcie do wody,
O! do głębokiej wody.

 

 

Według zapisków z 1833 r., w asyście dziecięcego tumultu wynosi się ze wsi kukłę ubraną w łachmany i na drągu, przy czym śpiewa się, a raczej wykrzykuje słowa pieśni.

 

Fot. Archiwum muzeum

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na miejscu kukłę wrzuca się do wody, błota lub dołu czy też wynosi poza granicę wsi i tam porzuca. Potem każdy z uczestników stara się jak najprędzej przybiec do domu i nie upaść, bowiem ostatniego uczestnika  może spotkać jeszcze tego roku śmierć.

 

W niektórych miejscowościach śląskich, po wyrzuceniu marzanny przynosiło się do wsi – zamiast gaika -  pięknie ustrojoną kukłę, którą nazywano Dziewanną, boginią życia.


Inną odmianą tego zwyczaju było ubieranie marzanny w miejscowy ludowy strój. 

 

W wielu miejscowościach zwyczaj marzanny obchodzono w Niedzielę Palmową, a nie 21 marca, czyli w pierwszy dzień wiosny.

 

W niektórych wsiach przed wrzuceniem kukły do wody odczytywano akt oskarżenia przeciwko zimie.


Męskim odpowiednikiem marzanny jest marzaniok. Kukła męska ubrana była w podarte męskie ubranie.


Druga część obrzędu to przynoszenie gaika do wsi, co następowało po utopieniu kukły. Na drzewku wiszą kolorowe wstążki, skorupki z kolorowych jaj, łańcuszki ze słomy lub papieru.

 

Chodzeniu z gaikiem towarzyszyły pieśni:

 

Wynieśliśmy mór ze wsi
Latorośl niesiem do wsi
Nasz maik zielony
Pięknie przystrojony.
Na naszym maiku
Malowane jajka
Co je malowała
Nasza karczmarka.

 

***

 

Marzaneczka krasna
Co w lesie urosła
W lesie ją ścieli
Do domu ją wzięli
Nasz gaik zielony
Pięknie przystrojony.
 

 

 

Zwyczaje i obrzędy w Wielkim Tygodniu

 

Prastarym zwyczajem jest też święcenie palmowych gałązek w Niedzielę Palmową. Robiło się je przeważnie z wierzby, czasem z orzeszyny i z rokity.

 

 Aby gałązki miały czas rozkwitnąć i puścić bazie, zrywa się je już dużo wcześniej – dwa lub nawet trzy tygodnie przed Niedzielą Palmową i umieszcza w wodzie.

 

Gałązki – dawniej 3-4 lub 5-6 o długości ok. 30 cm, przywiązywało się wąską wstążeczką, najczęściej czerwoną. Niegdyś wiązano je również rzemieniem do bata, „aby konie były tłuste”, „aby konie nie schudły” lub „aby konie były swarne”.


Dawniej do gałązek niczego nie dodawano. Potem zatraciły swój tradycyjny styl.

 

Fot. Archiwum muzeum

Stoły wielkanocne - fragment wystawy w chorzowskim skansenie


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zwyczaj smagania gałązkami (obrzędowa chłosta) w celu utrzymania zdrowia ma być pamiątką biczowania Jezusa. Zwyczaj ten nie był jednak popularny na Śląsku.

 

Za to palemki rolnicy kładli pod skibę gleby, zatykali je na granicy zagonów, gdy sadzili ziemniaki lub kapustę czy brukiew (kwaki). Przechowywali też na strychu, aby chroniły dom przed piorunami.
Połykano tu też bazie, żeby gardło nie bolało i aby nie szkodziło zbyt obfite jedzenie wielkanocne.


Palmy zatykało się  też w domu za święte obrazy, za krzyż, nad drzwiami, aby chronić dobytek przed piorunami, a także w zabudowaniach gospodarskich (pod dachami obory, stodoły, aby chronić zwierzęta przed chorobami i żeby się dobrze chowały.


Palmy tak jak zapalone gromnice stawiało się także w czasie burzy na oknie lub wrzucało po kawałku do ognia, żeby piorun nie wlecioł bez komin do domu.

 

Umarłemu wkładało się też palmę do trumny.


Nie zużyte palmy spalało się w ogniu, nie wolno ich było wyrzucać.


W Wielką Środę odbywało się bieganie po polach z zapalonymi miotłami, aby zboże lepiej rodziło i prędzej ziarna zaczęły twardnieć.


W Wielki Czwartek – na znak żałoby i zdrady Judasza - chłopcy chodzili  z klekotkami, klepaczkami czy z grzechotkami. Były to drewniane kołatki – zrobiony na desce mały młoteczek, który klapie.

 

Na wsiach chłopcy nie mają większy uciechy nad tą, gdy chodzą przed świętami wielkanocnymi z klekotkami – podano w tekstach źródłowych.


W Wielki Piątek starym zwyczajem było obrzędowe obmywanie się w rzece, strumyku czy pobliskim stawie. Wierzono, że w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek rozpoczynają się w przyrodzie cuda – woda zmienia się w wino -  przez kilka chwil płynie potakami i rzekami. Trzeba mieć szczęście, aby na tę chwilę natrafić.

 

Wierzono też, że woda zamienia się w krew, mającą cudowne właściwości.


Aby obmywanie przynosiło skutek, należało przestrzegać szeregu nakazów i zakazów. Trzeba myć się przed wschodem słońca, w wodzie płynącej z zachodu na wschód i w całkowitym milczeniu.
Woda na ciele powinna była sama wyschnąć, inaczej traciła magiczną moc.


Po zimnej wielkopiątkowej kąpieli, każdy otrzymywał w domu kieliszek tatarczówki na Chrobaka na pamiątkę męki Chrystusowej. Była to wódka, w której moczono korzenie tataraku, miała chronić od bólów żołądka. Wierzono, że kto nie wypije  w tym dniu alkoholu, ten będzie pijakiem przez cały rok.


Chorzy na żołądek, aby się wyleczyć, powinni w tym dniu zjeść pięć kawałków chrzanu (symbolizujących pięć ran Chrystusa).


W Wielki Piątek trzeba było też stanąć na żelazie, aby nogi nie obierały. To również pamiątka męki Chrystusa, którego przybito gwoździami do krzyża.


W Wielki Piątek smażono też maść z pączków topolowych na maśle. Miała ona przyspieszać porost włosów.

 

Wierzono też, że w Wielki Piątek drewno jest najtwardsze  najmocniejsze (na pamiątkę, że Chrystus był ukrzyżowany na drewnianym krzyżu). Gospodarze i stolarze starali się nagromadzić jak najwięcej drewna potrzebnego do wyrobu narzędzi gospodarskich. Poszukiwano przede wszystkim drewna dębowego i głogowego.

 

Wierzono, że młotek z trzonkiem wykonanym lub ściętym w Wielki Piątek nie będzie ciążył w robocie.Te ludowe poglądy na jakość drzewa mają pewne uzasadnienie. Faktycznie na wiosnę drzewo jest giętkie i najlepiej nadaje się do tego typu wyrobów.


Wierzono też w wielopiątkowe rzucanie uroku. Aby się przed tym ustrzec, wystarczyło do wypowiadanych pochwał dodać „bez uroku”.


W Wielki Piątek nie należało też niczego sprzedawać, bo by się majątek zmarnował. Aby w domu nie było robactwa, należało przed wschodem słońca wymieść śmieci ze wszystkich kątów i wrzucić je do wody. W tym dniu nie można też było palić światła w mieszkaniu, bo sprowadzało ono karaluchy i pchły.

 

Żeby gospodarz ustrzegł się przed złodziejami w przyszłym roku miał w Wielki Piątek obejść trzy razy dom dookoła i zmówić pięć razy Ojcze nasz i tyle samo Zdrowaś Mario.


W Wielką Sobotę święcono tak jak dzisiaj ogień, wodę oraz potrawy na Wielkanoc. Dawniej bywało, że z jednego domu święcone niosły do kościoła dwie osoby, bo jednej było za ciężko. Teraz koszyki nie są już tak obfite.

 

Świecono przede wszystkim chleb, sól, wino, jaja i wędzonkę, ale też kiełbasę, szynkę, chrzan.

 

 
Wielkanoc


Popularny w innych regionach Polski zwyczaj dzielenia się jajkiem i składania sobie życzeń tuż przed wielkanocnym śniadaniem nie był na Śląsku powszechnie znany.

 

W Wielkanoc starano się jeść tylko pokarmy święcone. Przed śniadaniem każdy musiał spożyć chrzan na pamiątkę męki Pańskiej. Jajko musiało być spożyte do ostatniej kruszyny, bo święte.


Obiad w obydwa święta wielkanocne przypominał zwykły obiad niedzielny. Na każdym śląskim stole stały też rozmaite ciasta.

 

Fot. Archiwum muzeum

1. Zabawy wielkanocne

2. Objeżdżanie pól na koniach


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wielkanoc nie odbiegała zasadniczo od zwyczajów przyjętych w innych regionach kraju. W poniedziałek wielkanocny organizowano dawniej zabawy ludowe.


W niektórych tylko wsiach w pierwszym lub drugim dniu wielkanocnym był zwyczaj, objeżdżania pól na koniach przez gospodarzy, aby zapewnić sobie dobry urodzaj.

 

Zobacz też:

Wielkanoc na Śląsku

Wielkanoc na Śląsku

Wielkanoc - Kujawy

Wielkanoc Mazowsze

Beskidzka Wielkanoc

Wielkanoc na Podhalu

Wielkanocne zwyczaje

Święcone w koszyku

Jastre na Kaszubach

Zwyczaje i obrzędy\wielkanocne

Muzea i skanseny\Chorzów\park etnograficzny

 


 

MIEJSCE NA REKLAMĘ

Artykuły polecane

Najczęœciej czytane

do góry

Copyright © 2009 Wiano.eu | Wszelkie prawa zastrzeżone
Tworzenie stron Webton.pl